niedziela, 27 lutego 2011

mój masochizm

moje życie wykreowało dwóch facetów...

OJCIEC
zawsze ze mnie niezadowolony... z którym nigdy nie rozmawiałam tak normalnie.
i czasami czułam się winna, że nie potrafię z ojcem rozmawiać... już jako dziecko.
i czasami próbowałam zrozumieć co go ukształtowało i patrzeć na niego przez ten pryzmat.
wtedy jego obcość była mi bliższa.
zawsze w maleńkich chwilach gdy było odrobinę miło strasznie się bałam  przemijalności tej maleńkiej chwili...

MÓJ (partner życiowy, konkubent - jak kto woli)
wyobrażenia o życiu z nim nigdy nie miałam. nikt nie wie od ilu lat jesteśmy ze sobą bo nigdy nie było żadnej ważnej daty - jak w innych związkach.. rocznice, kwiaty.. miało być oryginalnie.
znamy się od 15 lat... dla proporcji dodam, że mam lat 30..
kiedyś płakałam w jego pierś mówiąc o ojcu.
dziś on jest taki sam. i jak tu k.... nie wierzyć iż szukamy sobie kopii ojców na partnerów!???!
nie wiem jak to się stało.
może to ja tak wpływam na mężczyzn? może to ja ich tak kształtuję? może to ja ich tak postrzegam?
zimny, chamski, obojętny... brak mi słów. a może nie chcę żeby te słowa istniały?
od kilku lat już nawet nie płaczę. nie mam łez.
i czasami zastanawiam się jak długo jeszcze wytrzymam..
i czasami patrzę na siebie w lustrze i widzę osobę której nie poznaję.. nie. to nie starość, to nie dojrzałość. to brzydota przenikliwie smutnej twarzy...przenikliwie smutnych oczu...brzydota samotności...strachu...bólu...
zawsze w maleńkich chwilach gdy jest odrobinę miło strasznie się boję przemijalności tej maleńkiej chwili...

gdzie w tym sens?

mamy SYNA...
mój trzeci facet o którym nie chcę pisać w poście o tamtych dwóch wyżej - to nie ta kategoria!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz