dzisiejszy dzień spędziłam w domku.
wstałam rano.
zaprowadziłam Bąbla do zerówki.
wróciłam.
poszłam spać.
spałam do 12.30.
pojechałam po Bąbla do zerówki.
wróciliśmy do domu. (dom jest w fatalnym stanie - odbija się w jego wyglądzie stan psychiczny gospodyni - od dwóch tygodni nie sprzątane..)
później wrócił ON.
zrobił nam naleśniki.
jakoś cieplej się zrobiło.
***
rzeczywistość spala mnie..
Zamieszkałem w lesie, ponieważ chciałem żyć świadomie. Chciałem czerpać ze źródeł życia samą jego istotę. Odrzucić wszystko, co nie było nim, by w godzinę śmierci nie odkryć, że nie żyłem.
piątek, 25 listopada 2011
czwartek, 24 listopada 2011
środa, 23 listopada 2011
środa, 16 listopada 2011
mam dość wyborów pt. za ostatnie 20 zł w kieszeni kupić:
A. paliwo - bo jutro do pracy nie dojadę
B. tabletki na migrenę - bo jak nie mam w torebce to na samą myśl mnie boli głowa
C. Ciniminis - bo Bąbel coś wspominał, że chce, że lubi..
czuję w związku z tym taką bezsilność..
sezon grzewczy wywołuje w nas pierwotne instynkty - przeżyć do wiosny..
mam dość czytania w necie o karierach, zakupach, nadchodzących świętach, prezentach, nowych kolekcjach gdy na lumpex mnie nie stać..
gdzie są w internecie ci zwykli ludzie którym nie starcza od wypłaty do wypłaty?
nie zapłacili rachunku za net?
allegro jest tylko do oglądania - gdy sobie coś zapiszę w obserwowanych i trochę pooglądam aż mi się znudzi ,to tak jakbym to miała, nosiła..
sklep to chleb i mleko i słodycz dla Bąbla na deser w przedszkolu o której nauczyłam się już nie myśleć żeby pożreć, przechrumpać.. i liczenie jak w telewizyjnym spocie: 5 + 3 + 2,50 + 1,6 to ... hmm wystarczy.. w portfelu przeliczam pieniądze w aucie - tak żeby przy kasie nie było wpadki..
telefon z numeru zastrzeżonego to miła pani z banku które obiecuje jutro oddać sprawę do BIKu.. lub okrutny pan z rat za aparat który oskarża o wyłudzenie 1000 zł na "wymarzony" sprzęt.. zadzwonił w parszywy dzień kiedy jadąc do pracy miałam ochotę na oparach paliwa wjechać pod TIRa.. długo płakałam w ubikacji w pracy. w kąciku. później otarłam łzy, wydmuchałam nos, trzy głęęęębokie wdechy, zacisnąć zęby.. do przodu. jutro będzie lepiej. jeszcze tydzień i wypłata.. dopiero wtorek... oby do piątku, poniedziałku, środy.. kierat..
KURWA! JA PIERDOLE!
obiecałam na cmentarzu 1 listopada babci i dziadkowi, że w przyszłym roku stanę nad ich grobem w nowych kozaczkach, w nowym płaszczyku i zapalę im największego i najdroższego znicza jakiego znajdę. wianki też im kupię nowe - nie będziemy prali kwiatków 4 rok z rzędu. i pojadę do prababci na cmentarz - w tym roku nie starczyło na paliwo - to całe 50 km - są ważniejsze wydatki..
obmyślam plan. odliczanie się rozpoczęło - 365 dni minus 16 - jeszcze 349 dni..
A. paliwo - bo jutro do pracy nie dojadę
B. tabletki na migrenę - bo jak nie mam w torebce to na samą myśl mnie boli głowa
C. Ciniminis - bo Bąbel coś wspominał, że chce, że lubi..
czuję w związku z tym taką bezsilność..
sezon grzewczy wywołuje w nas pierwotne instynkty - przeżyć do wiosny..
mam dość czytania w necie o karierach, zakupach, nadchodzących świętach, prezentach, nowych kolekcjach gdy na lumpex mnie nie stać..
gdzie są w internecie ci zwykli ludzie którym nie starcza od wypłaty do wypłaty?
nie zapłacili rachunku za net?
allegro jest tylko do oglądania - gdy sobie coś zapiszę w obserwowanych i trochę pooglądam aż mi się znudzi ,to tak jakbym to miała, nosiła..
sklep to chleb i mleko i słodycz dla Bąbla na deser w przedszkolu o której nauczyłam się już nie myśleć żeby pożreć, przechrumpać.. i liczenie jak w telewizyjnym spocie: 5 + 3 + 2,50 + 1,6 to ... hmm wystarczy.. w portfelu przeliczam pieniądze w aucie - tak żeby przy kasie nie było wpadki..
telefon z numeru zastrzeżonego to miła pani z banku które obiecuje jutro oddać sprawę do BIKu.. lub okrutny pan z rat za aparat który oskarża o wyłudzenie 1000 zł na "wymarzony" sprzęt.. zadzwonił w parszywy dzień kiedy jadąc do pracy miałam ochotę na oparach paliwa wjechać pod TIRa.. długo płakałam w ubikacji w pracy. w kąciku. później otarłam łzy, wydmuchałam nos, trzy głęęęębokie wdechy, zacisnąć zęby.. do przodu. jutro będzie lepiej. jeszcze tydzień i wypłata.. dopiero wtorek... oby do piątku, poniedziałku, środy.. kierat..
KURWA! JA PIERDOLE!
obiecałam na cmentarzu 1 listopada babci i dziadkowi, że w przyszłym roku stanę nad ich grobem w nowych kozaczkach, w nowym płaszczyku i zapalę im największego i najdroższego znicza jakiego znajdę. wianki też im kupię nowe - nie będziemy prali kwiatków 4 rok z rzędu. i pojadę do prababci na cmentarz - w tym roku nie starczyło na paliwo - to całe 50 km - są ważniejsze wydatki..
obmyślam plan. odliczanie się rozpoczęło - 365 dni minus 16 - jeszcze 349 dni..
wtorek, 8 listopada 2011
poniedziałek, 7 listopada 2011
nowe dni przynoszą przyciągające się jak magnes porażki.
walka o przetrwanie zaczyna przypominać prymitywną walkę o ogień.
moje wahania nastrojów są nie do zniesienia.
karcę sama siebie w myślach gdy pojawia się opcja, że już nie dam rady.
w najgorszym przypadku - nie sprzątam w domu, nie myję się.. totalny dół, próżnia, zawieszenie, nicość..
z niej tylko mój mały synek mnie wyciąga.
wtedy mówię sobie - weź się w garść i nie grzesz więcej - masz zdrowego szkraba i sama (chociażby fizycznie) jesteś zdrowa więc po co ten płacz..
wszystko będzie dobrze..
nawet kiedy mały spada z karuzeli i prawie wybija sobie oko gdy ja stoję trzy metry od niego...
co k... wtedy mam myśleć?
ostrzeżenie?
przepraszam!
później kolejny wykład na temat tego jaką jestem dobrą matką.
znalazłam sposób na spanie bez snów. w ogóle na spanie. bo z snem u mnie ostatnio kiepsko.
(to mówię ja - największy śpioch w okolicy..)
wykorzystuję też terapię LEGO. siadamy z Bąblem na dywanie i budujemy...
nasz świat z maleńkich klocków...
walka o przetrwanie zaczyna przypominać prymitywną walkę o ogień.
moje wahania nastrojów są nie do zniesienia.
karcę sama siebie w myślach gdy pojawia się opcja, że już nie dam rady.
w najgorszym przypadku - nie sprzątam w domu, nie myję się.. totalny dół, próżnia, zawieszenie, nicość..
z niej tylko mój mały synek mnie wyciąga.
wtedy mówię sobie - weź się w garść i nie grzesz więcej - masz zdrowego szkraba i sama (chociażby fizycznie) jesteś zdrowa więc po co ten płacz..
wszystko będzie dobrze..
nawet kiedy mały spada z karuzeli i prawie wybija sobie oko gdy ja stoję trzy metry od niego...
co k... wtedy mam myśleć?
ostrzeżenie?
przepraszam!
później kolejny wykład na temat tego jaką jestem dobrą matką.
znalazłam sposób na spanie bez snów. w ogóle na spanie. bo z snem u mnie ostatnio kiepsko.
(to mówię ja - największy śpioch w okolicy..)
wykorzystuję też terapię LEGO. siadamy z Bąblem na dywanie i budujemy...
nasz świat z maleńkich klocków...
czwartek, 3 listopada 2011
ostatnio moja mama mi powiedziała, że zawsze chciała żebym wyszła za niego za mąż, żeby mały miał "normalną" rodzinę.. teraz jednak namawia mnie do tego ażebym z Bąblem zamieszkała u nich...
jestem bliska podjęcia ostatecznej decyzji - tym bardziej iż gdy sugeruję, że się wyprowadzę - słyszę "nie mogę się tego doczekać"
to chyba już koniec.
z niedowierzaniem myślę..
to będzie koniec całego mojego poukładanego w głowie świata (okazuje się, że tylko w głowie)
to będzie koniec świata dla mojego syna..
czy mam prawo dobierać mu tatę i poczucie rodzinnego bezpieczeństwa - choćby bardzo pozornego?
najbardziej zabolało mnie wczoraj jedno stwierdzenie - nie udawaj dobrej matki
k.... nie udaję! ja nią jestem i żaden dupek nie wmówi mi, że tak nie jest...
jestem bliska podjęcia ostatecznej decyzji - tym bardziej iż gdy sugeruję, że się wyprowadzę - słyszę "nie mogę się tego doczekać"
to chyba już koniec.
z niedowierzaniem myślę..
to będzie koniec całego mojego poukładanego w głowie świata (okazuje się, że tylko w głowie)
to będzie koniec świata dla mojego syna..
czy mam prawo dobierać mu tatę i poczucie rodzinnego bezpieczeństwa - choćby bardzo pozornego?
najbardziej zabolało mnie wczoraj jedno stwierdzenie - nie udawaj dobrej matki
k.... nie udaję! ja nią jestem i żaden dupek nie wmówi mi, że tak nie jest...
Subskrybuj:
Posty (Atom)