niedziela, 18 marca 2012

moje zboczenia..

latami przeglądam książki, sieć, ogłoszenia dotyczące starych budynków..
dwory, pałace, kamienice...
stare, niczyje, opuszczone...
lub co gorsza - przez chwilkę czyjeś, z przemalowanymi na różowo fasadami, rozebranymi na wpół dachami i znowu niczyje..
lub co najgorsze - przerobione na urzędy, szkoły, szpitale - obdarte z resztek swojej autentyczności - pomalowane farbą olejną od stóp do głów (od mrocznych piwnic do czubków swoich tajemniczych wież).
to mnie kręci. to kocham. to uwielbiam. te ciary na plecach przy oglądaniu zdjęć. to podniecenie wchodząc do kolejnego parku. starodrzew.. pachnące przeszłością mury. często smutne, samotne, bez przyszłości.
chciałoby się przytulić. przenieść w czasie. zachować od zniszczeń.
to nasze dziedzictwo - a tak mało ludzi o tym pamięta.

kupię sobie taki jak wygram w totka.
kupię i odpłynę.

w przyszłości chcę jak mój guru - Leon Durczykiewicz - jeździć i je fotografować - dopóki coś jeszcze z nich zostało..

niedziela, 11 marca 2012

moja wiara

od jakiegoś czasu po dłuuuugiej abstynencji poczułam chęć powrotu do kościoła.
najpierw obiecałam sobie że będę chodzić choć raz w miesiącu.
teraz chodzę praktycznie co niedzielę. staram się też zabierać syna.
mimo że jestem ekskomunikowana z powodu życia w nieformalnym związku.
***
nie ma praktycznie mszy na której bym się nie wzruszyła do łez.
staram się to ukrywać, ale tak jest.

zadziwia mnie moje głębokie poczucie zakorzenienia wśród tej gromady ludzi.
przyglądam się natarczywie jak dziecko starszym ludziom - którzy są teraz w wieku moich rodziców, pomarszczonym babuleńkom, które pamiętam od dziecka, i staruszkom, którzy z trudem podkładają chustkę pod kolano gdy trzeba uklęknąć.
czuję się z nimi bezpiecznie.

spoglądam na syna i na 3 letnią córeczkę mojej przyjaciółki z torebką na ramieniu.
jesteśmy o pokolenie dalej, o pokolenie bliżej...
***

ostatni raz u spowiedzi byłam 6,5 roku temu. przed porodem. bez rozgrzeszenia.
na chrzcie mojego syna ksiądz powiedział, że do komunii mam nie przystępować, bo mi nie da.
przeżyłam to strasznie.
chociaż wtedy kościół nie był dla mnie tak istotny jak teraz.
***

mój Bóg chodzi za mną krętą drogą,
ociera łzy z policzków strugami deszczu,
chroni resztkami poczucia przynależności,
otula ciepłym wiatrem,
"jesteś ważna" - mówi
wie co chcę usłyszeć.