niedziela, 11 marca 2012

moja wiara

od jakiegoś czasu po dłuuuugiej abstynencji poczułam chęć powrotu do kościoła.
najpierw obiecałam sobie że będę chodzić choć raz w miesiącu.
teraz chodzę praktycznie co niedzielę. staram się też zabierać syna.
mimo że jestem ekskomunikowana z powodu życia w nieformalnym związku.
***
nie ma praktycznie mszy na której bym się nie wzruszyła do łez.
staram się to ukrywać, ale tak jest.

zadziwia mnie moje głębokie poczucie zakorzenienia wśród tej gromady ludzi.
przyglądam się natarczywie jak dziecko starszym ludziom - którzy są teraz w wieku moich rodziców, pomarszczonym babuleńkom, które pamiętam od dziecka, i staruszkom, którzy z trudem podkładają chustkę pod kolano gdy trzeba uklęknąć.
czuję się z nimi bezpiecznie.

spoglądam na syna i na 3 letnią córeczkę mojej przyjaciółki z torebką na ramieniu.
jesteśmy o pokolenie dalej, o pokolenie bliżej...
***

ostatni raz u spowiedzi byłam 6,5 roku temu. przed porodem. bez rozgrzeszenia.
na chrzcie mojego syna ksiądz powiedział, że do komunii mam nie przystępować, bo mi nie da.
przeżyłam to strasznie.
chociaż wtedy kościół nie był dla mnie tak istotny jak teraz.
***

mój Bóg chodzi za mną krętą drogą,
ociera łzy z policzków strugami deszczu,
chroni resztkami poczucia przynależności,
otula ciepłym wiatrem,
"jesteś ważna" - mówi
wie co chcę usłyszeć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz