wtorek, 16 sierpnia 2011

chciałabym wszystko zmienić...
może zacząć od nowa...
pracuję nad sobą?
czy tylko mi się tak wydaje..

środa, 10 sierpnia 2011

na wakacjach trafiliśmy do ośrodka wypoczynkowego - pełnego rodzin z małymi dziećmi. takich podobnych do naszej... obserwowałam ich tydzień i podzieliłam na trzy kategorie:
1. spontanicznych, pełnych radości i miłości, pewnych siebie, posiadających zaradne i odważne dzieci.
2. takich co kłócą się w pokojach, troszkę mniej kochają ale na zewnątrz są uśmiechnięci i mili, dzieci tych ludzi są uśmiechnięte i miłe..typowi pozerzy...
3. tych co się ze sobą męczą, tych co się kłócą nawet między ludźmi, tych co usiłują się uśmiechać przez łzy bo są na wakacjach, tych którym serce pęka gdy patrzą na swoje dzieci na tle tych z kategorii rodzin nr 1 - bo odbija się w nich smutek tego co się dzieje miedzy ich rodzicami, tych którzy patrzą daleko w morze i jego przenikające piękno odbija się w ich beznadziejnie smutnych oczach. tych co zazdroszczą tym pierwszym, że się im lepiej trafiło. bo przecież naszym życiem rządzą przypadki, małe kawałki układanki, zlepki wydarzeń które kształtują nas i nasze dzieci...
jest jeszcze kat nr 4. samotne matki...szukające pretekstu do rozmowy, szukające namiętnych spojrzeń znudzonych swoimi żonami panów, nadopiekuńcze dla swoich dzieci..

największą beznadzieją jest poczucie beznadziei...

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

piątek, 5 sierpnia 2011

ciężko.

wakacje szybko minęły. w dodatku nie były to wakacje z moich wyobrażeń.

moja emocjonalna huśtawka jest już męcząca. tak jak zmienność stosunków między mną a nim.
czasem nie mam już siły i nadziei, że będzie lepiej. i mam wrażenie, że tracę z nim czas, że życie przemyka mi przez palce, że nie tak miało być..