na wakacjach trafiliśmy do ośrodka wypoczynkowego - pełnego rodzin z małymi dziećmi. takich podobnych do naszej... obserwowałam ich tydzień i podzieliłam na trzy kategorie:
1. spontanicznych, pełnych radości i miłości, pewnych siebie, posiadających zaradne i odważne dzieci.
2. takich co kłócą się w pokojach, troszkę mniej kochają ale na zewnątrz są uśmiechnięci i mili, dzieci tych ludzi są uśmiechnięte i miłe..typowi pozerzy...
3. tych co się ze sobą męczą, tych co się kłócą nawet między ludźmi, tych co usiłują się uśmiechać przez łzy bo są na wakacjach, tych którym serce pęka gdy patrzą na swoje dzieci na tle tych z kategorii rodzin nr 1 - bo odbija się w nich smutek tego co się dzieje miedzy ich rodzicami, tych którzy patrzą daleko w morze i jego przenikające piękno odbija się w ich beznadziejnie smutnych oczach. tych co zazdroszczą tym pierwszym, że się im lepiej trafiło. bo przecież naszym życiem rządzą przypadki, małe kawałki układanki, zlepki wydarzeń które kształtują nas i nasze dzieci...
jest jeszcze kat nr 4. samotne matki...szukające pretekstu do rozmowy, szukające namiętnych spojrzeń znudzonych swoimi żonami panów, nadopiekuńcze dla swoich dzieci..
największą beznadzieją jest poczucie beznadziei...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz