czwartek, 8 grudnia 2011

dwa sny

w zeszłym tygodniu śniło mi się...
byłam z dwoma chłopcami (synami) w parku. siedziałam na ławce a chłopcy stali na przeciwko mnie. rozmawialiśmy, śmialiśmy się, coś dla nich wyciągałam z torebki.
nagle podeszła do nas kobieta ze sztyletem w dłoniach. był wielki i ciężki. trzymała go dwoma rękoma i wbiła mi go centralnie w sam szczyt czaszki.
chłopcy na to patrzyli.
wstałam z ławki. po czym upadłam twarzą na parkową ścieżkę.
w głowę było mi bardzo gorąco, bolała, ale już za chwilę gdy zauważyłam kątem oka kałużę krwi, robiło się błogo, świat uciekał.
nade mną stali chłopcy.

dziś w nocy śnił mi się...
ciąg zdarzeń. jakaś impreza, wracam z przyjaciółmi do domu. dziwne połączenie moich znajomych, którzy nie znają się nawzajem w rzeczywistości.
idziemy ulicą na której mieszkałam w dzieciństwie.
nagle pojawia się za nami kobieta z nożem. wbija mi go w potylicę. czuję straszny ból. nie tak jak ostatnio ciepło i błogość, tylko przeraźliwy ból. mój kolega, który ze mną był próbuje mnie bronić, ale jest za późno.
następna scena.
leżę w pokoju sparaliżowana. nie mogę się ruszyć. jest tam też kobieta która wbiła mi nóż w tył głowy.
boję się.

przypadek?

nie wiem.
***
może to przez to, że ciągle boli mnie głowa.

dlaczego dwa razy to samo?
myślę..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz