weekendy są ażeby spędzić je w rodzinnej atmosferze..
weekendy są by odpocząć, naładować baterie na przyszły tydzień..
spotkać się z przyjaciółmi, zrobić zakupy, wypić piwko, wyspać..
w piątek nie dostałam kredytu o który się starałam (no tak! piątek, 13go pomyślałam..)
i wróciłam do domu bez grosza na resztę miesiąca...
w sobotę miałam się spotkać z przyjaciółmi ale konkubent nie pozwolił mi wyjść z domu szantażując i oskarżając o to, że jestem złą matką i jak zwykle (nie byłam nigdzie sama przez 5 lat) sobie wychodzę..
w niedzielę po raz drugi mnie uderzył.. mój Bąbelek musiał na to patrzeć..
nie czuję NIC
wzięłam dziecko na przejażdżkę rowerową..
wróciliśmy.
Bąbelek położył się o 18tej do łóżka z płaczem - bolała go główka.
on twierdzi, że przez przejażdżkę rowerową. w skrócie, że przeze mnie.
ja myślę, że z nerwów.
nie mam siły na nic..
nie mam siły..
jeszcze do niedawna myślałam, że zostanę tu dla dobra dziecka..
dziś myślę, że dla dobra dziecka powinnam odejść..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz